Zimowe wyprzedaże – nie daj się nabić w balona

Lifestyle, Prawo
winter sale design, vector illustration eps10 graphic

Sezon poświątecznych wyprzedaży w pełni. Czy czujesz euforię, gdy na witrynie swojego ulubionego sklepu widzisz informację „obniżki do – 70%”. Wchodzisz do środka, a tam Twoja wymarzona bluzka, tańsza o 50%! Złapałaś Pana Boga za nogi! Ale czy na pewno?

Nie stać mnie na przeceny

Na przecenach kupujemy z mniejszą starannością i dokładnością. Częściej porywają nas emocje, a nie zdrowy rozsądek. Oczywiście nie neguję emocji przy kupowaniu, jestem kobietą, ale nie lubię wyrzucać pieniędzy w błoto. Nie lubię kupować czegoś tylko dlatego, że tanio, że promo. Lubię kupować rzeczy potrzebne i takie, które wykorzystam. Z wyprzedażami jest taki problem, że często chcemy kupić cokolwiek bo się opłaca! Bo okazja! Nie z konieczności posiadania danej rzeczy. Zwyczajnie tracimy głowę.

A oni wszyscy mają chytry plan

I nie chodzi tu bynajmniej o to, aby zrobić Ci dobrze! Nikt nie chce oddać Ci za pół darmo czegoś wspaniałego. Tu chodzi o czyszczenie magazynów, pozbywanie się bubli. Niestety. Mało kiedy na przecenach lądują bardzo fajne rzeczy. W moim ulubionym sklepie, tych fajnych rzeczy z nowej kolekcji jest jak na lekarstwo. Często brakuje rozmiarów (oczywiście poza 32 i 44) a cała reszta rzeczy nie wiem skąd się bierze. Część kojarzę z ostatnich wyprzedaży. Części wcale.

Na ostatnich wyprzedażach chciałam kupić sukienkę. Na wieszaku wszystkie piękne. Zagarnełam chyba z siedem i kierunek przymierzalnia. Z każdą jedną było coś nie tak. Guzik wypadał w dziwnym miejscu, zamek odstawał, była krzywo uszyta, materiał drapał tak mocno że po przymierzeniu wyglądałam jak po godzinie w solarium. Jedna jedyna z nowej kolekcji – idealna. (Chodzi o jakość wykonania). Kiedy mierzyłam te sukienki i z każdą następną coraz bardziej się irytowałam, postanowiłam sobie koniec! Szkoda mojego czasu.

Czym najchętniej kuszą nas koncerny:

  1. -50%, -70% – tak niewiele wystarczy. Nie ukrywam, że kiedyś mi też robiły się miękkie nogi, na widok tych szyldów. Grzech nie wejść, grzech nie skorzystać. Trzeba uważać! Często cena przed obniżką jest zawyżona, i tak na prawdę cena po obniżce jest zbliżona do ceny przed promocją. Bardzo częsty trik.
  2. Drugi produkt za 50% ceny,  Trzeci produkt za grosik. Kupujemy więc na siłę coś trzeciego bo za grosz! (a, że nie do końca się podoba – trudno, jak prawie za darmo dają)
  3. Tylko teraz! Ostatnia szansa! Tak tanio jeszcze nigdy nie było! To wspaniale działa, nakręca i odkręca kurek z pieniędzmi konsumentów.

Znaj swoje prawa! To WAŻNE

  1. Zgodnie z prawem produkty, które kupujesz na wyprzedaży w sklepie stacjonarnym nie muszą podlegać zwrotowi! Zależy to tylko i wyłącznie od woli sprzedawcy. Ile razy kupujesz coś w sklepie pod wpływem emocji, impulsu. Przychodzisz do domu, mierzysz no i nie ma tej chemii jednak. Dałaś się ponieść. Stwierdzasz, że do niczego ta bluzeczka nie pasuje. Normalnie nie ma problemu. Oddajesz i po krzyku, ale jeżeli zakupy zrobiłaś na wyprzedaży nie masz gwarantowanego prawa zwrotu. I możesz zostać, z niechcianą bluzką na zawsze. (dobrze, że chociaż za pół ceny była). Jest to moim zdaniem skandaliczne. Wiadomo jak na kobiety działa słowo SALE. Wiadomo, jak łatwo stracić kontrolę. Wiadomo… nie dla ustawodawcy.
  2. Jeżeli zaszalałaś na wyprzedażach w internecie zawsze masz prawo zwrotu. Ustawa daje Ci, aż 14 dni na zastanowienie. Cudownie. Tutaj nie może być inaczej, pamiętaj!
  3. Nie daj sobie wmówić, że nie możesz złożyć reklamacji przecenionej rzeczy. Reklamację możesz złożyć zawsze. Nawet jeżeli bluzeczka kosztowała 10 złotych, masz prawo wymagać, że nie rozejdzie się w pierwszym praniu. Sezonowe wyprzedaże to nie sprzedawanie rzeczy drugiej jakości. Zatem zachowaj rachunek – masz, aż dwa lata od zakupu na reklamację. (i dwa miesiące od zauważenia wady)
  4. Jeżeli na wyprzedaży kupujesz rzecz z ujawnioną wadą – np. dziura na szwie, nie możesz reklamować rzeczy tylko z powodu tej wady. jeżeli dziurę zaszyjesz, a rzecz rozejdzie się w praniu – sprzedawca musi uwzględnić Twoją reklamację.
  5. Zachowaj paragon. A najlepiej zrób ksero, ponieważ tusz używany do drukowania paragonów, może wyblaknąć z upływem czasu. To od paragonu sprzedawca uzależnia przyjęcie reklamacji.

Czy całkiem omijam sklepy w okresie wyprzedaży? Nie. Byłoby to niemożliwe. Ale nie biegam z wywieszonym językiem od sklepu do sklepu. Nie szukam szczęścia wszędzie. Wejdę, owszem, ale tylko do swoich ulubionych sklepów (aktualnie trzy sklepy) gdzie znam kolekcję i ceny. Wiem co jest prawdziwą okazją. Czasem, jak się uda na prawdę kupię coś o połowę taniej. Często jednak nie znajduję nic. Za to Lilmusia, często dostaje ubranka z wyprzedaży. (kupuje tak jak dla siebie z rozwagą, i w ulubionych sklepach).

 

photo3-hi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  1. Często tak mam że wchodząc do sklepu oczopląsu dostaję , bywa czasem że rzeczywiście kupie coś czego w życiu nie założę , jednak styl mam już raczej wyrobiony . Przyznać się też do tego muszę że i ja nabrać się daję a 70% kusi:) pozdrawiam