Spleśniały produkt i szokująca reakcja dystrybutora!

Prawo
IMG_20180310_150603953_HDR

W zeszłą sobotę wybrałam się z dzieciakami do parku na spacer. Po drodze wstąpiłam do Rossmanna i zakupiłam, jak mi się wtedy wydawało, zdrowe przekąski. Jednym z zakupów był ‚FIG BAR’, który leżał przy produktach ekologicznych. Pogoda tego dnia była wyjątkowo piękna. Usiadłyśmy na ławce na mały piknik. Trzyletnia córka otworzyła batonika, a że składa się z dwóch kawałków, jednym poczęstowała mnie. Gdyby nie było mnie obok chwila przyjemności z batonikiem mogła kosztować moją córkę zdrowie….

Całe szczęście zanim zdążyła go ugryźć zauważyłam jakieś dziwne plamki. Pleśń!! Cały batonik był w niej skąpany, niczym w czekoladzie.

IMG_20180310_150557486_HDR IMG_20180310_150618899_HDR

Pierwsze co zrobiłam to sprawdziłam datę przydatności do spożycia. NIE był przeterminowany. Opakowanie było szczelnie zamknięte, bez dziur, przetarć czy czegokolwiek. Schowałam więc batonika i stwierdziłam, że nie mogę tego tak zostawić. No przecież wadliwa mogła być cała linia. Kogoś zdrowie może być w niebezpieczeństwie.

Odpowiedzialny nieodpowiedzialny!

Pierwszym naturalnym krokiem w takiej sytuacji jest kontakt z producentem. Producent Fig Bar to Amerykańska firma, która nazywa się Nature’s Bakery. Postanowiłam poszukać kogoś kto odpowiada za to u nas w kraju. Okazało się, że nie ma oficjalnego przedstawiciela w Polsce, a jej dystrybucją zajmuje się firma z Łodzi. Próbowałam opisać sytuację wysyłając wiadomość, przez formularz kontaktowy znajdujący się na stronie internetowej.

IMG_20180312_103330106

IMG_20180312_103742364

Niestety nie powiodło się to. Klikając wyślij na formularzu kontaktowym wyskakiwał błąd.

Na stronie nie było podanego adresu e-mail. I wtedy zapaliła mi się czerwona lampka. Mój mąż stwierdził, że to na pewno firma krzak. Nie będę ukrywać, przeraziłam się! Pomyślałam, że podaje mojemu dziecku pożywienie niewiadomego pochodzenia, wyprodukowane gdzieś w USA, a w Polsce nie ma nikogo, kto wziąłby odpowiedzialność za ten produkt. Poczułam się oszukana!

Na stronie podany był numer telefonu, pod który niezwłocznie zadzwoniłam. Kiedy usłyszałam automatyczną sekretarkę, byłam pewna, że mąż ma rację. Obiecałam sobie, że nigdy więcej nie kupię żadnego produktu tej firmy…

Po chwili jednak telefon zadzwonił

Moja wiara w dobro tego świata została przywrócona, jak się później okazało tylko na chwilę. Opisałam zaistniałą sytuację, Pan był bardzo przejęty, mówił, że to drugi taki przypadek w ich historii, a pierwszy miał miejsce dwa lata temu w Krakowie i został dokładnie sprawdzony i wyjaśniony. Podobno na paletę z ich batonikami dostawca położył inną, co spowodowało rozszczelnienie opakowań niewidoczne gołym okiem. Pan z którym rozmawiałam nie mógł poświęcić mi więcej czasu, gdyż był na jakimś bardzo ważnym spotkaniu. Obiecał jednak, że niezwłocznie oddzwoni. Minął tydzień, a telefonu się nie doczekałam. Nikt nie zainteresował się w którym sklepie kupiłam produkt, ani jaki ma numer partii czy datę produkcji. I w obliczu totalnego braku zainteresowania, trudno mi uwierzyć, że wcześniejszą sytuację wyjaśnili tak dogłębnie jak zapewniał mnie pan.

Utracone zaufanie, i apetyt..

Jestem rozczarowana postawą firmy. Firma, która sprowadza na rynek produkty nazywane zdrowymi, ekologicznymi, serwuje rakotwórczą pleśń, i zupełnie się tym nie przejmuje. Oczywiście, jestem w stanie wyobrazić sobie, że przy masowej produkcji, czy transporcie może zdarzyć się coś nieprzewidzianego. Jednak nigdy nie pojmę jak można zupełnie „olać” problem. Nie podjąć żadnych działań mających na celu wyjaśnienie sytuacji. Czy wadliwa była cała linia? Czy to nieprawidłowy transport? Opakowanie? A może złe przechowywanie w sklepie? Chciałam, żeby ktoś się tym zainteresował. Wycofał z obiegu wadliwe produkty. Tylko tyle, albo jak się okazało, AŻ TYLE.

Jestem mamą, nie trudno więc wyobrazić mi sobie sytuację, że takiego felernego batonika dostaje moja córka na wycieczkę z przedszkola i zjada…. Częstuje inne dziecko. Nie chcę nawet myśleć co mogło się stać… Dlatego obiecałam sobie, że już…

Nigdy więcej nie kupię FIG BARU

I to nie tylko dlatego, że trafił mi się spleśniały egzemplarz. Chociaż od tego się wszystko zaczęło. Kupując, chcę mieć pewność, że wybieram dobrze – bezpiecznie, że za tym batonikiem stoi firma, której mogę zaufać. Firma, która bierze 100% odpowiedzialnośi, za swoje produkty. W tym przypadku sprawa została zupełnie zbagatelizowana.

Mówiąc na marginesie skład pozostawia wiele do życzenia. Dokładnie przeanalizowałam go dopiero na spokojnie w domu. I tutaj kolejne zaskoczenie. Chociaż batonik pozycjonuje się jako ekologiczny, zdrowy, a opakowanie pełne jest określeń: Bez GMO, mąka pszenna razowa, batonik figowy, wyprodukowany na bazie naturalnych składników, zawiera straszne ilości cukrów, bo na 100 gram jest to 38 gram. Prawie połowa składu to cukier (suszony syrop trzcinowy, syrop z brązowego ryżu), oraz bardzo dużo soli 150 mg/100 gram.

ZWROT do sklepu

W Rossmannie nie było najmniejszego problemu z reklamacją towaru. Od ręki została ona uznana, (rękojmia za wady fizyczne) i otrzymałam zwrot gotówki (2,99 zł) Nie miałam wątpliwości, że właśnie tak będzie. Ściśle określają to przepisy prawa. Moim nadrzędnym celem było skłonienie producenta/dystrybutora do interwencji. Co niestety się nie udało.

Podstawa prawna: art 556 ze znaczkiem 1 Kodeksu Cywilnego – Wada fizyczna polega na niezgodności rzeczy sprzedanej z umową. W szczególności rzecz sprzedana jest niezgodna z umową jeżeli: 1. nie ma właściwości, które rzecz tego rodzaju powinna mieć ze względu na cel w umowie oznaczony albo wynikający z okoliczności, lub przeznaczenia. 4. została kupującemu wydana w stanie niezupełnym.

Zaniepokoiły mnie bardzo słowa Pani kasjerki, która powiedziała „Też kiedyś kupiłam tego batonika i był zepsuty”. A podobno to mój przypadek był drugi w ich historii. Ciekawe, ile spleśniałych batoników wylądowało w koszu na śmieci, a ile w żołądkach???

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  1. Wiele osób nie podjęłoby tematu z lenistwa. Myślę, że nie mamy świadomości tego, że wrzucając zepsuty produkt do kosza jednocześnie nic z tym nie robiąc dajemy przyzwolenie na bylejakość, na chorobę kolejnego klienta. Warto podjąć trud działania, dzięki za artykuł.