Lany poniedziałek, bez wiadra nie podchodź?

Lifestyle, Prawo
124H (1)

Dla jednych wspaniała zabawa, dla drugich najgorszy dzień w roku. Pewnie w pierwszej grupie znajduje się stosunkowo więcej reprezentantów płci męskiej. Śmigus dyngus, może być świetną okazją, żeby uciekając przed wiaderkiem wody spalić troszkę świątecznych kalorii. Jednak granica pomiędzy dobrą zabawą, a chuligaństwem nie jest duża. Kilka ciekawostek o prawie, i tradycji, czyli kiedy zabawa może się skończyć na Policji!

Jako dziecko, uwielbiałam lany poniedziałek. Tata miał w domu trzy dziewczyny, więc pełnił honory i robił nam pobudkę. To był dopiero początek. Najlepsza zabawa rozpoczynała się na podwórku. Biegało się z wiaderkami, butelkami, pistoletami, przez pół dnia, przybiegając tylko co chwilę do domu zmienić mokre ubranie. Woda lała się strumieniami, nie jeden raz kończyło się w fontannie. Moje podejście do lanego poniedziałku diametralnie się zmieniło kiedy byłam nastolatką. Uciekanie przed wiaderkiem wody nie było już dla mnie dobrą zabawą. Wiadro wody stanowiło zagrożenie dla tuszu na rzęsach i dla starannie prostowanych włosów. Z drugiej strony miałam w głowie irracjonalny lęk, że nikt nie będzie chciał mnie oblać, co nie jest dobrą matrymonialną wróżbą. Na chłopaków z podwórka jednak zawsze można było liczyć.

Co wolno w poniedziałek, we wtorek już zbrodnią!

Oblanie kogoś wodą, w każdy inny dzień roku nie ujdzie na sucho. Czyniąc to narusza się przynajmniej kilka paragrafów. Począwszy od nietykalności cielesnej, przez narażenie na niebezpieczeństwo po zniszczenie mienia. Zatem dlaczego w lany poniedziałek można?

art. 217 Kodeksu Karnego § 1. Kto uderza człowieka lub w inny sposób narusza jego nietykalność cielesną, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

art. 288 Kodeksu Karnego § 1. Kto cudzą rzecz niszczy, uszkadza lub czyni niezdatną do użytku, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
§ 2. W wypadku mniejszej wagi, sprawca  podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Taką mamy tradycję

To dzięki niej święta stają się magiczne i wyjątkowe. Czym byłoby Boże Narodzenie bez choinki, Wielkanoc bez koszyczka, a lany poniedziałek bez wiadra wody? Tradycję trzeba szanować, bez dwóch zdań. Tym bardziej tak starą tradycję. Warto wspomnieć, że pierwsze wzmianki o śmigusie dyngusie pochodzą z XIV/XV wieku. Niektórzy początek tego zwyczaju datują na 750 rok. Pociesza troszkę myśl, że nie tylko my uciekamy. Uciekała i matka, i babka, i prapraprababka.

Takie mamy prawo

Jak to wygląda od strony prawnej? Mamy do czynienia z tak zwanym kontratypem zwyczaju. Oznacza to tyle, że ze względu na zwyczaj lanego poniedziałku, na ten jeden dzień wyłączona zostaje bezprawność. Czyn, który w każdy inny dzień roku, wyczerpuje znamiona czynu zabronionego, dziś jest legalny.

Nie jest to oczywiście bezwzględna legalność. Jeżeli przy okazji zabawy zalejemy komuś Iphona za kilka tysięcy, albo torebkę Louis Vuitton, aparat słuchowy bądź jakąkolwiek inną cenną rzecz, zwyczaj nie będzie stanowił usprawiedliwienia. Prawo nie może godzić się na to, aby pod osłoną zwyczaju, pozwalać na chuligańskie wybryki. Dlatego coraz częściej mówi się o tym, że aby zwyczaj lanego poniedziałku spełniał warunki kontratypu powinniśmy zwyczaj kultywować, wśród znajomych, którzy widzą w tym zabawę i godzą się na nią. 

Taki mamy klimat

Pamiętam, kiedy byłam dzieckiem, pogoda w lany poniedziałek była zazwyczaj wybitnie wiosenna. Pamiętam krótkie spodenki i sukienki. Wiele razy ja i moje koleżanki, lądowałyśmy w fontannach. Dziś wszystkie znane mi fontanny nie obudziły się jeszcze z zimowego snu, i obudzą się najpewniej w okolicach maja.  Klimat się zmienia. Pamiętam bardzo dobrze, jak w 2013 roku, w lany poniedziałek zasypaliśmy się samochodem w zaspach śnieżnych i na dodatek padł nam akmulator, taki był mróz. Dziś również w wielu regionach polski było biało. U nas nad ranem padał śnieg, potem deszcz, a w ciągu dnia temperatura osiągnęła całe 5’C. Byliśmy na bardzo długim spacerze.  I gdybym nie wiedziała, że jest wielkanocny poniedziałek, na pewno bym tego nie odgadła po zachowaniu ludzi na ulicy. Których to praktycznie nie było, i wcale mnie to nie dziwi.

Taki będzie koniec?

Spacerując dziś, z mężem i dziećmi wspominałam czasy kiedy w lany poniedziałek słychać było piski uciekających dziewczyn, i lejącą się wodę. Jest coś czego brakuje mi bardziej, i na pewno się ze mną zgodzisz.  Tęsknie za pogodą, która jest kluczowym elementem decydującym czy lany poniedziałek wyjdzie z domów na ulicę.
Dziś życzę Ci mokrego domowego dyngusa, a na przyszły rok takiej pięknej pogody, żeby można było świętować na zewnątrz :)

Jak u Ciebie? Obchodzi się lany poniedziałek? Masz jakieś wspomnienia z dzieciństwa?

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  1. nie, ja się nie zgodzę. Pamiętam jak kiedyś w liceum szłam do kościoła i zostałam oblana przez 10 chłopów 5 wiadrami wody. Było zimno i czułam się upokorzona. W nosie mam takie tradycje…

    1. Właśnie o tym pisze, że tą tradycję powinno się kultywować w gronie znajomych! A nie atakować obcych na ulicy. W liceum też szczerze nie znosiłam lanego poniedziałku!