Cycki do przodu! Mama wraca do pracy

Dziecko, Prawo
office-620822_1920

A w przerwie idzie karmić dziecko.

Czyli o kretyniźmie i jawnej dyskryminacji w kodeksie pracy.

Ustawodawca w teorii powinien być racjonalny. W praktyce zdarzają się takie kwiatki jak „przerwa na karmienie piersią”. Przepis jest totalnie oderwany od rzeczywistości. Niesprawiedliwy. Ale może zanim dokładnie opiszę dlaczego tak jest, powiem czego przepis dotyczy. Kobieta wracająca do pracy na pełny etat, po urodzeniu dziecka ma prawo do dwóch przerw na karmienie piersią. (Jeśli karmi jedno dziecko każda przerwa trwa 30 minut, jeśli zaś dwójkę trwają one po 45 minut). Kobieta, która wraca do pracy na 4-6 godzin dziennie, ma prawo do jednej przerwy. Ta, która pracuje 4 godziny lub mniej nie ma prawa do przerwy. Przerwy te wliczają się do czasu pracy.

Art. 187. Kodeksu Pracy (tekst jednolity ustawy z dnia 26 czerwca 1974 roku)

§1. Pracownica karmiąca dziecko piersią ma prawo do dwóch półgodzinnych przerw w pracy wliczanych do czasu pracy. Pracownica karmiąca więcej niż jedno dziecko ma prawo do dwóch przerw w pracy, po 45 minut każda. Przerwy na karmienie mogą być na wniosek pracownicy udzielane łącznie.

§2. Pracownicy zatrudnionej przez czas krótszy niż 4 godziny dziennie przerwy na karmienie nie przysługują. Jeżeli czas pracy pracownicy nie przekracza 6 godzin dziennie, przysługuje jej jedna przerwa na karmienie.

 Jak to powinno wyglądać

Jedzie mama do dziecka…

Wyobraźmy sobie mamę, która wraca do pracy na cały etat. Teoretycznie w ciągu dniówki dwa razy powinna, udać się na przerwę celem nakarmienia potomka. Czy w praktyce jest to możliwe? Chyba tylko gdy praca oddalona jest od domu o 5, no maksymalnie 10 minut. Ile osób ma takie szczęście i nie musi dłużej dojeżdżać do pracy? No ile?

Kwestia dojazdu do dziecka to jedno. Następna sprawa to konieczność ciągłego patrzenia na zegarek podczas karmienia. Bo jak za 3 minuty nie wyjdę to się spóźnię. Mama się stresuje, dziecko czuje stres. Każda mama, która karmi, wie dobrze, że nie da się karmić na wyścigi. Bo dziecko może chcieć tylko trzy minutki albo pół godziny, i tylko dziecko to wie. Z własnego doświadczenia mogę dodać, że im bardziej chce szybko załatwić sprawę, tym dłużej mały ssak planuje być przy piersi. I jako mama charakternej dziewczyny nie wyobrażam sobie odejść w trakcie, pozostawiając ją w smutku i złości.

I tak dwa razy w ciągu dnia pracy – NIEWYKONALNE

Dziecko wpada do mamy…

Jest jeszcze inne wyjście, mianowicie opiekunka, ciocia, babcia może przyprowadzić dziecko do pracy mamy. Wtedy mama i mały ssak mają do dyspozycji całe pół godziny. To brzmi kusząco. O ile w pracy jest jakiekolwiek miejsce gdzie dziecko można w spokoju nakarmić. I kolosalny minus takiego rozwiązania jest taki, że dziecko spędza pół dnia na kursowaniu praca mamy – dom.

Niestety – BARDZO TRUDNE DO ZREALIZOWANIA

To chociaż laktator

Przerwę można wykorzystać na odciąganie pokarmu laktatorem, robiąc zapasy np. na następny dzień. Super. Ja osobiście nie wyobrażam sobie robić tego w biurze. Stres nie pomaga, a w pracy nie czułabym się komfortowo, z laktatorem. Musiałabym trzymać odciągnięte mleko we wspólnej lodówce – już widzę te spojrzenia współpracowników. Ewentualnie nosić własną mini lodóweczkę.

Jak dla mnie – NIEWYKONALNE

Nie jestem odosobniona w powyższych twierdzeniach bo w rzeczywistości…

Dwie przerwy na karmienie to fikcja, ponieważ mogą* one na wniosek pracownicy być udzielane łącznie. I z dwóch przerw robi się jedna. W praktyce wygląda to tak, że matka karmiąca piersią przychodzi do pracy godzinę później, lub godzinę wcześniej z niej wychodzi. A jej koleżanka, z biurka obok, chociaż ma młodsze dziecko nie może wyjść wcześniej – nie karmi piersią. 

*Łączna przerwa to łaska pracodawcy

Przerwy MOGĄ być udzielone łącznie, co oznacza, że jest to tylko dobra wola pracodawcy. Znam, złośliwy przypadek, gdzie pracodawca takiej zgody nie udzielił. Pozwolił na przerwy, ale postawił dodatkowy warunek, że mama przyjdzie do pracy i wyjdzie z niej tak jak wszyscy inni. I matka karmiąca – w czasie swoich dwóch przerw ostentacyjnie siadała na biurku, zakładała nogę na nogę i siedziała tak swoje 30 minut. Chciała utrzeć nosa szefowi, jednak nawet ten rodzaj buntu nie zadziałał. Po dwóch tygodniach, porzuciła przerwy na karmienie. Po dwóch kolejnych pracę.

Co jest nie tak z tymi przepisami:

  1. Nie ma ograniczeń co do wieku dziecka – Niby cudownie, bo czym dłużej karmimy tym lepiej. Jednak od kiedy urlop macierzyński trwa rok, a po nim wybiera się jeszcze zaległy urlop, przeciętnie mama wraca do pracy kiedy dziecko jest w wieku ok 14 miesięcy. Karmienie w tym okresie wygląda zupełnie inaczej niż na początku. Dziecko je inne rzeczy. W większości przypadków jeśli nie widzi mamy nie przypomina sobie o piersi. Ta godzina nie robi różnicy starszemu dziecku. Robi różnicę mamie.
  2. Przepis dla mam odważnych – tak potrzeba odwagi, w naszym kraju, żeby powiedzieć karmię dziecko powyżej roku, mlekiem,  bezwartościową wodą z piersi. Muszę dzielić się z szefem, kadrową, współpracownikami bardzo intymną sferą życia. Nie każdy ma na to ochotę.
  3. Przepis dla mam pracujących w budżetówce – najlepiej z przywilejów korzysta się w budżetówce. Tam nie ma wstydu przed szefem, współpracownikami, tam się należy! Podobno tamtejsze mamy karmią najdłużej (średnio do 4 roku życia)
  4. Dyskryminacja – co z mamami, które z jakiś powodów nie mogły karmić piersią? Im się nie należy? Z butelki przecież też najlepiej smakuje w ramionach mamy.
  5. Nie ma kontroli – wystarczy oświadczenie matki. Nie ma możliwości weryfikacji czy kobieta mówi prawdę. Gdy pracodawca ma wątpliwości może poprosić o dostarczenie zaświadczenia lekarskiego potwierdzającego fakt karmienia. Błagam. Czy lekarz będzie to jakoś sprawdzał? Czy wystawi mi zaświadczenie na słowo honoru?

Ustawodawco, zamiast dzielić, połącz!

Lepsza byłaby godzina dziennej opieki nad dzieckiem wliczana do czasu pracy dla każdej matki! Z ograniczeniem wieku dziecka do 2 lat. Byłoby bez dyskryminacji, niesprawiedliwości, bez konieczności opowiadania szefowi o własnej drodze mlecznej. Po równo.

Czy przez te wszystkie mankamenty mamy bojkotować przywilej?

Chociaż doskonale wiem co autor przepisu miał na myśli, i co więcej poniekąd przyznaje mu rację, to i tak uważam, że ta regulacja nie przystaje do rzeczywistości. Jednak zawsze stoję na stanowisku, że „taki mamy klimat”. Prawo daje Ci możliwość, zrób sobie dobrze! Wyjdź godzinę wcześniej z pracy. Korzystaj. Prawo nie jest sprawiedliwe. Gdyby było nie potrzebowalibyście mnie – prawnika.

Jeśli planujesz skorzystać z tej przerwy i potrzebujesz wzór wniosku napisz do mnie wiadomość na facebooku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  1. Jak to często bywa – zamysł może i dobry, lecz jego realizacja z wielu przyczyn mocno utrudniona (co ostatecznie sprawia, że i sam zamysł okazuje się dla wielu mam kompletnie do bani).

  2. Niestety wszystko prawda. Kolejny przepis który miał pomóc, a tylko utrudnia. Ja mam to szczęście że karmiąc byłam z córką w domu, nie wyobrażam sobie w moim korpo wystawić cycek i odciagać mleko albo wozić dziecię na karmienie. Znam jednak mamy (całe dwie :) ) które odciągały – w toalecie. Pełen szacunek za odwagę i wytrwałość.

    1. Szczerze podziwiam! U mnie w kancelarii, jest tylko jedna toaleta wspólna dla klientów i pracowników, już widzę ich zadowolenie jak bym pół godziny ją zajmowała (i słyszeliby przy tym dziwne dźwięki – pracującego laktatora) :P

  3. Niestety przed naszym krajem jeszcze daleka droga! Wciąż nie mamy pełnej świadomości i obrazu jak pewne regulacja powinny wyglądać by miały sens! Wszystko sprowadza się do tego, że to Mama musi kombinować, poświęcać się lub rezygnować ze swoich praw, a przecież każda z nas powinna być noszona na rękach, bo rodzimy i wychowujemy przyszłe pokolenia…Brzmi może patetycznie, tylko to sama prawda!:P

  4. Generalnie chyba trudno byłoby jakiś w 100% sensowny przepis wymyślić, bo przecież nie da się zaprogramować dziecka żeby było karmione piersią tylko w określonych porach, bo przecież pierś to nie zawsze potrzeba jedzenia. Zgadzam się z Tobą całkowicie, że trzeba z tej godziny korzystać!

  5. Mnie najbardziej rusza to, że czasami dziecko faktycznie potrzebuje więcej czasu niż te pół godziny nawet. Nie wyobrażam sobie co miałaby zrobić mama w takiej sytuacji. Oderwać dziecko, bo koniec przerwy? Dobrze, że zwracasz na to uwagę.

    1. Dokładnie. Dla mnie to jest zupełna abstrakcja z tym „odrywaniem”. Intencja może dobra, ale skoro nie da się tego wykonać w zdecydowanej większości, traci to sens.

  6. Przy pierwszym dziecku miałam łączną przerwę i przychodziłam do pracy na 7 godzin, choć pokój do karmienia był. Niestety nikt by mi dziecka nie dostarczył. Przy drugim dziecku był już roczny urlop macierzyński, a teraz wychowawczy. Choć już koniec się zbliża.