Oceniaj! Słuchaj! Od tego masz mózg!

Dziecko, Lifestyle
three-monkeys-1212616_1920

Od jakiegoś czasu blogosfera przepełniona jest tekstami w stylu „Moje piersi – moja sprawa”, „Nie zaglądaj w talerz mojemu dziecku”, „Widzisz trzy minuty naszego życia – nie masz prawa mnie upominać” i tak dalej. Tekstów setki, tysiące! Wszystkie mają jedno przesłanie – Nie oceniaj mnie! Nie mów mi jak mam żyć! Chociaż częściowo mogę zrozumieć, że od nadmiaru złotych rad młodą mamę może rozboleć głowa – nigdy nie zrozumiem takiego bezsensownego, dziecinnego wręcz oburzania się. 

Jestem mamą alfą i omegą

Wychowywanie dziecka to ciężka praca, nikt nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Trzeba mieć wiedzę z wielu dziedzin, dietetyka, psychologia, medycyna, laktacja, pedagogika, fizjoterapia. Chyba nie ma osoby, która jest w stanie wychowywać dziecko i być na bieżąco z wiedzą z wszystkich dziedzin.

Dlaczego nie da się nie oceniać?

Sytuacja w sklepie, przy kasie. Mała dziewczynka trzyma w ręce batonika, tata prosi aby dała do skasowania, dziecko wpada w histerię. Każdy widział coś podobnego. Ludzie w kolejce myślą kolejno „Zupełnie jak moja Zuzia taki wiek” „Podają dziecku cukier, i się dziwią, że cyrki urządza” „Wychować dziecka nie potrafi, moje dziecko nigdy tak się nie zachowuje” Każdy dokonał oceny sytuacji. Dlaczego? Tak już mamy. Oceniamy subiektywnie, przez pryzmat własnych przeżyć, doświadczeń, tego co nas spotkało. Chyba nikt w przytoczonej sytuacji nie pomyśli „Biedna pewnie ząbkuje, jest chora, albo nie udało jej się złapać drzemki popołudniowej, dlatego jest marudna, i tak się zachowuje. Batonika pewnie dostaje z zasadami zdrowego rozsądku – od czasu do czasu, tata zestresowany po ciężkim dniu w pracy nie jest w stanie kreatywnie odwrócić uwagi od histerii” – Wiemy to tylko i wyłącznie jeżeli chodzi o nas. Oceniając innych – nigdy tak nie pomyślimy, ale nawet sędziowie, którzy teoretycznie są bezstronni, nigdy nie będą w 100% obiektywni. Sędziowie muszą dokładać wszelkich starać aby zbliżyć się do 100% bezstronności. My nie musimy. Możemy myśleć co nam się żywnie podoba. Pytanie brzmi: Co z tym dalej zrobimy?

Dla dobra dziecka

Odpowiedź na pytanie jest kończące poprzedni akapit. Co z tym zrobimy? Oczywiście musi kierować nas troska o dobro dziecka, bądź rodzica. Jeżeli w powyższej sytuacji dokonasz oceny „Pan dziecka nie potrafisz wychować” i chcesz podzielić się tym z światem. Zamilcz! Jednak jeżeli znasz sposób na histerię, dawaj! Chętnie posłucham.

Kocham, więc słucham

Z przerażeniem słuchałam o tym w jakim fatalnym foteliku samochodowym jeździ moje dziecko. Woziłam mój największy skarb, w najgorszym badziewiu, foteliku z zestawu 3w1. Po prostu – nie miałam świadomości! Nie odpowiedziałam tekstem – „Bez przesady, za naszych czasów nie było fotelików, i żyję”. Słuchałam, doczytałam, zrobiłam doktorat z bezpiecznego przewożenia dzieci w samochodzie. (więcej o wyborze pierwszego fotelika – tutaj)

Kiedy siostra podesłała mi filmik o siadaniu w literę „W”, z tekstem „A Ty jej tak pozwalasz siedzieć” nie oburzyłam się. Zobaczyłam, doczytałam i oglądając zdjęcia córci zobaczyłam, że to jej ulubiona pozycja. Zaczęliśmy uczyć ją prostowania nóg, i innych pozycji do siadania. Nie obraziłam się, nie powiedziałam „Nie wierzę, że zdrowe dziecko, może naturalnie przyjmować pozycję, która mu szkodzi”.

Takich sytuacji było jeszcze wiele. Nie będę ich wszystkich przytaczać.

Jesteś idealna kiedy kochasz, nie kiedy masz encyklopedię w głowie

Kocham moją córkę nad życie, jak każda mama chcę dla niej jak najlepiej. Nie mam w głowie encyklopedii, nie jestem dobra w każdym temacie. Nie mam pojęcia o wielu rzeczach. Dlatego jeśli, ktoś chce mi coś doradzić, słucham z pokorą. Sprawdzam. Jeżeli jest to cenna uwaga, może poprawić bezpieczeństwo, zdrowie, komfort mojego dziecka nie ma powodu, żebym unosiła się dumą. Nie ma powodu, żebym krzyczała „wiem lepiej”. Nikt, a tym bardziej dziecko nie wymaga ode mnie, że nie będę popełniać błędów. Ale głupotą jest trwać w tych błędach, kiedy ktoś zwraca na nie naszą uwagę.

Całe życie się człowiek uczy

Nikt nie jest wszechwiedzący. Dlatego warto słuchać. I mieć w sobie trochę pokory. Odrobinę. Tyle, że dasz radę przyznać się do błędu przed samą sobą i robić najlepiej dla swojego dziecka.

Są badania naukowe

Nie jestem naukowcem, dlatego nie mam zamiaru podważać fachowych badań. Karmienie piersią jest najlepsze dla dziecka. Takie są fakty. Nie oburzaj się, że ktoś Ci to powie. Siad w literę „W” może powodować koślawienie kolan. Osobiście nie mam odwagi eksperymentować na własnym dziecku, i sprzeczać się, że dziecko wie lepiej jak ma siadać. Dobry fotelik samochodowy może ocalić życie podczas wypadku. Kupiłam najlepszy, i mam nadzieję, że nigdy go nie sprawdzimy.

Każdy kij ma dwa końce

Oczywiście nie wszystko co słyszysz jest wartościowe. Teściowa, mama czy ciotka pewnie będzie próbowała sprzedać Ci złote rady z lat 80. Niektóre współczesne metody mogą do Ciebie zwyczajnie nie przemawiać, masz prawo nie być fanką samodzielnego zasypiania, Tracy Hogg, noszenia w chuście, rodzicielstwa bliskości. Jednak dla dobra swojego dziecka powinnaś słuchać innych. Tak, też słyszałam wiele rad, których zupełnie „nie czułam” o czym tutaj.

Słowo dla „oceniających”

Pomyśl, niech Twoje oceny nie zrobią przykrości, a będą motywujące.

  1. Ocenianie nie może równać się krytyce. Nie można powiedzieć „trujesz dziecko cukrem”, a „czytałam ostatnio super ciekawy tekst o wpływie cukru na mózg dziecka, prześlę Ci linka”
  2. Oceniając nie możesz podważać autorytetu rodzica! Nigdy nie mów przy dziecku „Ja to bym dała tej czekolady” Kiedy rodzice nie chcą podawać czekolady. W sytuacji odwrotnej, kiedy dziecko znajomych zjadło już pół tabliczki patrz punkt pierwszy.
  3. Jeżeli masz na celu dobro dziecka i troskę o nie – powiedz co wiesz. Jeśli jednak chcesz sprawić złośliwość, czy przytyk jego rodzicom zamilcz na wieki.
  4. Nie wymuszaj. Nie zmuszaj. Zasygnalizuj temat, przytocz badania naukowe, podrzuć książkę. Gwarantuję, że każda mądra mama przemyśli wartościowe uwagi. (mam nadzieję)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  1. Moim zdaniem wszystko zależy właśnie od sposobu, w jaki ktoś te swoje uwagi wyartykułuje. Jeśli robi to życzliwie, z troski, w dobrych intencjach – to OK, jestem w stanie wysłuchać i nawet się zastosować. Ale jeśli z przekąsem, z ironią i tylko po to, żeby wykazać swoją rzekomą wyższość i wszechwiedzę – to nóż mi się w kieszeni otwiera i nie mam ochoty z kimś takim dyskutować.

  2. Zgadzam się w pełni. Wkurza mnie trochę współczesny „nurt” rodzicielstwa w Polsce. Zero intuicji a masa oburzania się. Wiedza z encyklopedii i poradników dominuje, a jednocześnie dobrze jest być cholernie poprawnym politycznie. Jesteśmy ludźmi i każdy jakoś tam ocenia innych. Grunt to, tak jak napisałaś, mieć pokorę, żeby przyjmować zdanie innych, czasem mądre rady, ale też mieć trochę taktu by te rady w umiejętny, delikatny sposób przekazywać.

  3. Aleksandro! Bardzo ważny tekst! Bardzo mądre słowa! Zgadzam się z Tobą…Kompletnie nie rozumem ludzi, którzy nie sluchają innych, ktorzy są totalnie zapatrzenie w swoje zdanie I tak jak naisałaś nie chodzi o sluchanie wszystkiego i wszystskich. Rada, krytyka, przytyk, a nawt wbita w serce szpilka pownny być impulsem do sprawdzenie informacji, doedukowania się, rozważenia i przemyślenia. Ja robię dokładni tak samo jak Ty. Nigdy nie nie obrażam, bo po co? Jeśli temat solidnie przemyślałam, krytyka mi nie straszna,b o mam argumenty by ją odeprzeć lub odrzucić, a gdy nie jestem pewna swojej decyzji, to krytyka staje się narzędziem w dochodzeniu do prawdy, wiedzy i dobra:) Naprawdę świetny tekst i bardzo dobrze się go czytało. Dzięki za tę chwile przyjemności:)