Moje drugie dziecko ma przechlapane

Dziecko, Lifestyle
P1140967

I to jeszcze zanim pojawiło się na świecie. W pierwszej ciąży, wiedziałam dokładnie, który to tydzień i dzień, a teraz… wstyd mówić, ale ciągle zapominam, który to miesiąc. Nie czytam z uwagą, „ciąża tydzień po tygodniu”, nie oglądam całymi dniami „Porodówki”, i „Cudu narodzin”. A to dopiero początek moich grzechów..

Dzisiaj, rano wstałam z myślą, że jeszcze strasznie długo do rozwiązania. Zerknęłam w kalendarz. I to co odkryłam zmroziło krew w moich żyłach. Zerknęłam raz jeszcze coby się upewnić. Nie chce być inaczej, do godziny zero pozostało zaledwie 38 dni. Ależ doznałam szoku. W tej ciąży jestem trochę roztargniona, i cała sytuacje zrzuciłam na owe „chodzenie z głową w chmurach”. Gdyby nie kalendarz, i liczenie dni na głos, dałabym rękę uciąć, i nogę, że pozostało jakieś 60 dni. Teraz już rozumiem, dlaczego ten brzuch taki wielki. Chyba zaczynam być na ostatnich nogach.

Nie mam wypranej i wyprasowanej wyprawki. Ba ja nawet nie mam jej do końca skompletowanej! Chociaż selekcję rzeczy po córce zrobiłam, segregację ze względu na płeć również. Pierwsze trzy ubrankowe miesiące nie wypadły najgorzej. Całkiem sporo się po starszej siostrze oberwało. Syn otrzymał swoją szufladę. Coś tam nawet kupiłam. Jak to ja z dziwnym przeświadczeniem, że owe zakupy to i tak za wcześnie. Cały proces pranie – prasowanie jeszcze przede mną.

Torby do szpitala, nie mam oczywiście. Jest jeszcze czas – myślałam, ale z pustego się nie naleje. Pocieszenie przynosi mi myśl,  że wszystko czego zapomnę, zorganizuje mąż. Z premedytacją już teraz zapakowałabym dużo jedzenia, ale niestety będę mieć cesarkę, co oznacza dobę na czczo.

Nie mam kupionego wózka, ani kołyski, ani fotelika samochodowego. Nie mam dokładnego planu, jak przeorganizujemy nasze mieszkanie, żeby całej czwórce dobrze się żyło. Nie mam nawet pięknego kocyka i bucików, żeby robić ładne zdjęcia na insta.

Mam tylko jedną prośbę – do Synka – nie zaskocz nas przed terminem, Twoja siostra pojawiała się na świecie dwa tygodnie po. Idź tą drogą. Musisz wiedzieć, że przyjdzie Ci żyć w rodzinie „wszystko na ostatnią chwilę”. Jakieś dziesięć minut temu, powiedziałam Twojemu tacie ile dni zostało do porodu – i właśnie kończymy zbierać jego szczękę z podłogi ;)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  1. Kochana ja też tak mam :) Przestaję liczyć tygodnie momentami a czas tak szybko leci, że nie sposób go zmierzyć :)
    Ostatnio oglądając program „porody” zdałam sobie sprawę z tego, że na Oliwierka byłam niemalże gotowa na wszystko – teraz niekoniecznie chociaż też wiem, że tak naprawę najpotrzebniejsze rzeczy jestem w stanie kupić z dnia na dzień online. Ale to już nie ta przyjemność a przyjemności nie zamierzam sobie odbierać :)

  2. Haha powodzenia z przygotowaniami. oby synek nie spieszył się na świat przed czasem. Dobrze, że mąż pomoże przy organizacji. Pakuj się i szykuj, już niebawem utulisz swojego synka w ramionach :)

  3. Ja jestem raczej z osób, które wszystko starają się ogarnąć i zaplanować z dużym wyprzedzeniem – ale praktyka macierzyńska sprawiła, że mój czas bardzo mocno się skurczył i czasami nie pozostaje nic innego, jak tylko pełna improwizacja i działania na totalnym spontanie :) Na pewno poradzicie sobie ze wszystkim śpiewająco – nawet jeśli będzie to na ostatnią chwilę :) Powodzenia !

  4. Hah,miałam kropka w kropkę tak samo- też musiałam się dobrze zastanowić ile mi jeszcze zostało do rozwiązania i który to tydzień :) Po prostu nie miałam czasu na takie drobiazgi :)

  5. Haha, ja podejrzewam, że u mnie byłoby tak samo ;) Pierwsza ciąża, wiadomo – pokój dziecięcy był w pełni urządzony i wyposażony już w jej czwartym miesiącu, a torba spakowana w 7mym ;) Ale przez pięć lat macierzyństwa załapałam sporo dystansu, obawiam się nawet, że za dużo ;)