Idę pod nóż! Wszystko z miłości do mojego mężczyzny!

Dziecko, Lifestyle
surgery-688380_1920

Zaczynam się stresować. Za nieco ponad dwa tygodnie położą mnie na stole operacyjnym. Chirurg chwyci skalpel, anestezjolog poda znieczulenie.  Nie chce… jednak nie mam wyboru. Przecież nie mogę go rozczarować. On nie chce nawet słyszeć, że tego nie zrobię. Kocham go, więc muszę. Robię to tylko i wyłącznie dla niego.

Gdybyś zapytała mnie kilka lat temu ile rzeczy można zrobić z miłości, wbrew sobie, z pewnością odpowiedziałabym, że nie ma takich rzeczy. No bo jak? Przecież najważniejsze to żyć w zgodzie z własnymi poglądami. Gdybyś powiedziała mi, że dam się pokroić z miłości – wybuchnęłabym gromkim śmiechem.

Zupełnie nic na to nie wskazywało. Kiedy się poznaliśmy zachwycał się moją urodą. Nic dziwnego w końcu byłam młoda i piękna. Było nam razem wspaniale. Romantyczne oświadczyny, ślub jak z bajki, upragniona ciąża. Wszystko zaczęło się przy porodzie, i tuż po nim. Moje ciało zmieniło się nie do poznania. Dodatkowe kilogramy, bardzo dużo dodatkowych kilogramów. Brzuch, który za nic nie chciał zniknąć. (A wierz mi próbowałam wszystkiego). Myślałam, że jestem na dobrej drodze, żeby pozbyć się brzucha, jednak całe moje starania i wysiłki nie przyniosły rezultatu. Próbowałam z całych sił! To on mój własny mąż, podpisał zgodę na operację. To on, chociaż ja strasznie się bałam. Zaufałam mu. Przecież musiałam spełnić jego oczekiwania.

Dzięki operacji  straciłam brzuch, i dosyć szybko wróciłam do formy. Przez pewien czas wyglądałam jak kiedyś. Jak wtedy kiedy się poznaliśmy. Jednak dzisiaj znowu nie jest najlepiej. Waga pokazuje jakieś 15 dodatkowych kilogramów, a ja mogłabym jeść całymi dniami. Wiem, że sama nie dam rady, że znowu tylko chirurg będzie w stanie pozbyć się mojego brzucha. Mąż dodaje mi otuchy. Mówi, że muszę to zrobić, że wszystko będzie dobrze, tylko muszę być dzielna. Mówi, że muszę to zrobić dla swojego mężczyzny…

A ja? Boję się. W głowie mam tysiące myśli i wspomnień z pierwszego razu. Pamiętam zastrzyk w kręgosłup, pamiętam ostre światła sali operacyjnej. Cewnik, kroplówka, wenflon. Ani jedna z tych rzeczy, nie kojarzy się pozytywnie. Najgorzej było tuż po. Musiałam leżeć na wznak przez 12 godzin. Ból, był tak silny, że przetrwałam tylko dzięki morfinie. Nie mogłam podnieść głowy, nie mogła się ruszyć. Pionizacja następnego dnia była koszmarna. Przy każdym ruchu czułam jak dosłownie rozrywa mi ranę.

Jednak zrobię to znowu. Zrobię dla mojego… Synka. Dam się pokroić, chociaż wolałabym sama. A właściwie nie sama, tylko z mężem trzymającym za rękę. (przy cesarskim cięciu nie ma możliwości, aby był obok). Jednak są rzeczy z którymi zwyczajnie należy się pogodzić. Pozostaje mi przyjmować zakłady czy padną z ust chirurga słowa „Siostro, proszę skalpel!” ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  1. Ja to się boję każdej formy porodu, ale mój poród, koniec końców, był najlepszy na świecie, bo zupełnie nic o nim nie wiem ;) Po 5 minutach od przywiezienia do szpitala byłam już pod narkozą. Po cc nie miałam kompletnie żadnych negatywnych objawów, jedynie, co było problemem, to że ciężko mi było się wybudzić z narkozy, przez dobę byłam jak naćpana i ciągle odpływałam.

    1. To miałaś szczęście, mnie męczyły okropne bóle głowy i to było najgorsze z wszystkiego! Mam nadzieję, że teraz będzie lepiej :)

  2. Ja miałam cc 2 razy. Obie pamiętam dobrze i dość dobrze wspominam. Gorzej z opieką „po”, ale najważniejsze że mam swoje dwa szczęścia przy sobie i nigdy ale to nigdy nie dam wmówić sobie że poród cc to nie poród.