Ciągle odrabiam lekcję z cierpliwości

Dziecko
baby-623417_1920

Mówią, że cierpliwość uszlachetnia. Tak? Powiedz to mamie płaczącego pół dnia noworodka, buntującego się dwulatka, czy zasypiającego przez dwie godziny roczniaka – który koniecznie musi trzymać ją za rękę.

Lekcja pierwsza – ciąża

Ile razy w ciąży tak bardzo, bardzo chciałaś, już urodzić? Od 38 tc było to moje marzenie. Lato w pełni, upalny sierpień i 9 miesiąc ciąży to mieszanka wybuchowa. (Wybuchowa bo byłam tak napuchnięta, że o dziwo nie eksplodowałam). Na wizycie kontrolnej usłyszałam słowa lekarza – „Dzidziuś jest już gotowy do przyjścia na świat”. Wróciłam do domu i z marszu spakowałam torbę do szpitala, bo skoro jest gotowy. Mijały dni, tygodnie, i cisza! Jedyne co się zmieniało to zwiększająca się opuchlizna (jak to możliwe?). Czekałam. W dzień terminu, umówiłam się do fryzjera, żeby nie sfiksować. Coraz mniej wychodziłam z domu, w obawie że wody odejdą w markecie, lub innym publicznym miejscu, z resztą przy tym upale i tak ledwo się ruszałam. Tydzień po terminie. Przyjmują mnie do szpitala, Moje koleżanki z sali rodzą, wychodzą do domu, a ja czekam. Urodziła się dopiero 10 dni po terminie. A to był najdłuższy miesiąc w moim życiu.

Lekcja druga – moje ciało po porodzie

W ciąży przytyłam ponad 20 kilo. W stanie błogosławionym zupełnie się tym nie przejmowałam. (Porcja chałwy, sałatki greckiej i oscypka – musiała się zgadzać). Miałam w głowie myśl, że magicznie wszystko zniknie po porodzie. Jakie było moje zdziwienie, kiedy po porodzie wyglądałam nie jak Ania Rubik tylko jak kobieta w 6 miesiącu ciąży. Co więcej całą ciąże nie miałam rozstępów, a po porodzie czary mary – pojawiły się. Karmię piersią – szybko pójdzie – myślałam. Jednak powrót do wyglądu sprzed ciąży nastąpił po roku. Rok. Tyle musiałam czekać (mniej lub bardziej aktywnie, czasem na diecie, czasem na kroplówce z czekolady) W każdym razie ROK.

Lekcja trzecia – karmimy się

Dorosły zjada, posiłek w kilka kilkanaście minut i z głowy. Noworodek jest podłączony do piersi praktycznie 24 godziny na dobę. Karmiłam piersią na żądanie co oznaczało, że nigdy nie wiedziałam kiedy zostanę wezwana, jak długo będę potrzebna, nie mogłam nic zaplanować. To był istny żywioł. W pierwszych tygodniach, kiedy budziła się czwarty raz w przeciągu dwóch godzin, miałam nadzieje, że to mokry pampers, a nie znowu pierś. Bo ile można? Dla mnie była to bardzo wątpliwa przyjemność.  Sześć tygodni. Tyle czasu musiałam czekać, żeby nasze kp się unormowało. Zupełnie nie ingerowałam, po prostu zaczęła jeść co ok 3 godziny w dzień i 3-6 godzin w nocy. Wystarczyło tylko, albo aż cierpliwie znieść te 6 tygodni.

Lekcja czwarta – idziemy spać

Zasypianie to lekcja wyjątkowo ciężka, bo już prawie widzę i czuję zasłużony odpoczynek – wolny wieczór. Układam plany (kolacja, herbata, pięć minut na tyłku) ich realizacja jest prawie na wyciągnięcie ręki, jestem taka zmęczona po całym dniu, chce żeby dziecko po prostu zamknęło oczy i poszło spać. Tymczasem, młody niemowlak ma w planach godzinę bujania/nucenia/śpiewania/głaskania (niepotrzebne skreśl) kiedy chce dumna ogłosić światu sukces i wychodzę na paluszkach z dziecięcej sypialni, znowu wybucha płaczem i zabawa zaczyna się od nowa. Starsze dziecko przed spaniem serwuje „Mamo siku”, „Mamo jeść” „Mamo nie ma mojego ulubionego misia” „Mamo…”(jestem pewna, że każda dopisze 30 innych pilnych dziecięcych spraw do załatwienia na cito przed zaśnięciem)

Lekcja piąta – histeria

Supermarket, plac zabaw, basen – może się zdarzyć wszędzie. Cierpliwie trzeba znieść wszystkie „życzliwe” spojrzenia i ze stoickim spokojem powtórzyć dziesiąty raz „tego batonika nie kupujemy”, „musisz iść za rączkę bo tu jest ruchliwa ulica”. Histeria trafia się czasem w domowym zaciszu. U nas szczególnie kiedy chcemy torturować nasze dziecko czyszczeniem nosa lub nie daj boże obcinaniem paznokci! Rozwiązania siłowe nie należą do moich ulubionych, a dziecko najlepiej przekonać przez zabawę. Spędziłam wiele długich godzin bawiąc się w czyszczenie nosa lalce, misiowi, pieskowi. Do obcinania paznokci przekonywałam jeszcze dłużej. W ruch poszły lakiery, pilniki, naklejki na paznokcie, cuda na kiju. Opłacało się, bo widać efekty, ale ile czasu i cierpliwości to kosztowało.

Lekcja szósta – mogę zgłosić nieprzygotowanie?

Uczę się dopiero dwa lata. Czeka mnie jeszcze sto tysięcy takich lekcji, buntów, fochów, słynny konflikt pokoleń. Wiele będzie sytuacji w których będę miała ochotę udusić a trzeba będzie trzymać nerwy w kieszeni i ze spokojem powtarzać setny raz to samo.

Na pocieszenie dodam, że jeżeli sumiennie odrobię te wszystkie lekcje będzie czekać mnie nagroda. Będę wspaniałą Babcią. Babcią z takimi pokładami cierpliwości, że będę mogła obdzielić pół świata a i tak zostanie mi więcej niż potrzeba.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  1. oj tak, zgadzam się całkowicie (chociaż swojego się jeszcze nie dorobiłam), dziecko to najlepsza lekcja cierpliwości, jaką od życia można dostać

  2. Ja uczę się cierpliwości ponad półtora roku, a nadal czuję się kompletnie niedoedukowana w tym temacie ;) Ciąża, poród i karmienie piersią akurat w moim przypadku odpadły, ale cała reszta – jedzenie, usypianie, a zwłaszcza histerie bez żadnej wyraźnej przyczyny – dają nam się we znaki dosłownie każdego dnia :) Wszyscy pocieszają, że „w końcu z tego wyrośnie” – no i pozostaje nam jedynie mocno w to wierzyć ;)